czwartek, 24 lipca 2014

Lekcja, jaką Paryż powinien wziąć od Warszawy

Oto fragment komentarza z dzisiejszej Gazety Wyborczej. Autor dokładnie potwierdza moje smutne obserwacje.

Uzbrojeni przez Rosję separatyści zestrzelili malezyjski samolot, zabijając 298 osób, w większości Europejczyków. Świat z oburzenia zatrząsł się w posadach.

Ale dla prezydenta Francji François Hollande'a bezprecedensowe zestrzelenie cywilnego samolotu nie jest wystarczającym powodem do tego, by zerwać z Rosją kontrakt na budowę dwóch nowoczesnych okrętów desantowych typu Mistral.

W przypadku przekazania pierwszego okrętu, na którym już szkolą się rosyjscy marynarze, Hollande zasłaniał się brakiem decyzji UE co do nałożenia na Rosję ostrzejszych sankcji. A jego dyplomaci w Brukseli usilnie zabiegali o to, żeby ewentualne unijne embargo na sprzedaż Rosji broni dotyczyło wyłącznie nowych kontraktów. Czyli na mistralu będzie można podnieść rosyjską banderę.

Przekazanie drugiej jednostki Hollande uzależnia od tego, "jak się Rosja będzie zachowywała". Najwyraźniej francuski prezydent ma niedosyt wrażeń. Co Rosja musi zrobić, by Francja powiedziała "dość"? Użyć na Ukrainie broni jądrowej? Zaatakować Estonię i Łotwę?

W pamięci ciągle mam ostre wypowiedzi Hollande'a z wiosny, gdy rosyjskie "zielone ludziki" wydzierały Ukrainie Krym. Hollande, grożąc Władimirowi Putinowi, nie przebierał w słowach. Teraz, gdy przyszło słowa wprowadzić w życie, wyraźnie zmiękł.

Chodzi oczywiście o wielkie pieniądze, które na budowie okrętów zarabiają stocznie. (...)

To kompromituje te kraje, bo ich przywódcy przecież nieustannie mówią o potrzebie deeskalacji, a jednocześnie zbroją rosyjskiego niedźwiedzia, który kraje NATO uważa za swojego przeciwnika. Francja robi coś jeszcze gorszego, bo zamierza oddać w rosyjskie ręce nie karabiny, ale ultranowoczesne okręty wojenne.

Dziś, niestety, nie można wykluczyć, że zostaną one użyte przeciwko członkom Sojuszu. Paryż uważa jednak, że problemu nie ma, a francuscy politycy oburzają się na połajanki płynące z Waszyngtonu czy Warszawy. Czują się bezkarni.

Można jednak przytrzeć Francuzom nosa. Polska w najbliższych latach wyda miliardy na zakup nowoczesnego sprzętu wojskowego. Potrzebne są m.in. systemy obrony przeciwlotniczej, nowe helikoptery szturmowe, samoloty wielozadaniowe. Lobbyści francuskich koncernów zbrojeniowych zapewne od dłuższego czasu krążą po Warszawie, by zapewnić mocodawcom dostęp do stołu. A francuscy politycy z Hollande'em włącznie serdecznie podejmują polskich kolegów. Nasi dyplomaci nieoficjalnie przyznają, że "Francji trzeba coś będzie odpalić".

Wcale nie trzeba. Polska powinna pokazać Francji, że bezczelne zbrojenie Rosji nie ujdzie płazem. Sprzęt dla wojska powinniśmy kupować gdzie indziej. Polski podatnik nie może nabijać kieszeni firmom, które współpracują z Putinem.

Francja wielokrotnie pouczała o znaczeniu europejskich wartości. Teraz taką lekcję Paryż powinien wziąć od Warszawy.

cały tekst

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz